czwartek, 19 września 2013

1. Nie gadaj głupot



Droga była jeszcze długa.

Wracałam z moją najlepszą przyjaciółką Darią z McDonalda. Mieliśmy takiego pecha, ponieważ autobus numer 4 zwiał nam kilka minut temu. Wiec, chcąc nie chcąc, czekała nas 7-mio kilometrowa droga do domu.

W TESCO wcześniej kupiłyśmy z naszą przyjaciółką Dagmarą piłkę. Złożyłyśmy się po 2 złote i ochrzciliśmy ją Eddie Mike Harry Bruce Dickinson. Nasza głupota nie znała granic, ale raz się żyje.

Kochałyśmy marzyć. W tym brudnym, szarym świecie zostały tylko marzenia. 

- No taak, a jak będę miała 25 lat wyjdę za mąż za Harry’ego Stylesa!

Była Directionerką. Nadal nią jest, ale… Mniejsza. Troszkę dziwny duet, prawda? Soldier i Directionerka… No cóż, kochałyśmy się i to było najważniejsze.

- No właśnie, będę do Ciebie przylatywać samolotem , moim własnym w dodatku! – Krzyknęłam, nikt i tak nas nie słyszał, szłyśmy bardzo blisko ulicy, harmider przejeżdżających obok samochodów zagłuszał wszystkie nasze głupstwa.

- Harry będzie mnie kochał, a ja jego.. Będzie pięknie, zobaczysz! Ślub będzie prześliczny, ahh… Na pewno będziesz świadkiem – Popatrzyła się na mnie z wielkim uśmiechem na swojej twarzy. – Jeny, jak ja kocham One Direction… Bez nich to życie byłoby całkiem szare.

- Tak samo jak dla mnie bez Linkin Park.

- No, rozumiesz chociaż, co to znaczy. Będę na ich koncertach, na imprezach, cały czas. Czy to nie jest takie… ekscytujące?

- Bardzo, zwłaszcza wyobrażam sobie jak będziesz kaleczyła angielski. – Popatrzyłam na nią wzrokiem, który mówił „Przepraszam, tylko mnie nie bij” i zaśmiałam się mocno. Ona zrobiła swoją uśmiechnęto-obrażoną minę i krzyknęła „Spadaj!”.

- No wiem, jestem bardzo straszna i niedobra. Oj no, nie obrażaj się. – Poszła na przód, dogoniłam ją a ona nadal robiła swoją uśmiechniętą minę, choć mniej w niej było złości. Dochodziliśmy do zakrętu, kilometr dalej stał mój dom, ale ona mieszkała jeszcze 3 dalej. No cóż, weźmiemy rowery, na pewno coś się wymyśli – pomyślałam.

Hałas, który robiły samochody, pasował do tego otoczenia. Mury, które stały za rzędem wysokich wierzb, całe były w graffiti. Kiedy byłam mała, zawsze podziwiałam tych „ulicznych malarzy” za taki specyficzny talent, ale dziś… No cóż, nie odwrócimy tego, co już się stało.

Trawa, po której szłyśmy, była troszkę mokra, przez co nasz Eddie był troszkę mokry (nie wspominając, ze raz wyleciałby nam na ulicę).

Zastała minuta ciszy, a w mojej głowie myśli płynęły niespokojnie. Każda z nas wiedziała, że te marzenia są strasznie nierealne, choć o moich nie lubiłam wspominać. Podczas tej rozmowy w głębi duszy, choćby ile wiary byśmy w to włożyły, pozostaje cień trzeźwości. „Daria, ty dobrze, wiesz, że to nierealne. Nie potrafisz rozmawiać po angielsku, masz z niego 3, nie znasz większości wyrazów. Jak ty chcesz być żoną Harry’ego?”. Myśli walczyły ze sobą. Sama wiedziałam, że jeśli nie wezmę się do pracy, moje marzenia także ulegną w gruzach… Ale Daria była osobą prostą w swoim rozumowaniu , zawsze marzyła o swoim własnym księciu z bajki. Nigdy nie chciałam jej wyganiać z świata fantazji, ale, no ile można…

- Mam nadzieję, że kiedy będziesz brała ślub z Harrym będziemy się nadal przyjaźnić. – Spojrzałam na nią. Za żadne skarby nie chciałam jej stracić.

- Nie opowiadaj głupot. – Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.

Nie wiedziałyśmy wtedy jeszcze, przez co nasza przyjaźń będzie musiała przechodzić.



18 maja 2013

Obserwatorzy