Droga była jeszcze długa.
Wracałam z moją najlepszą
przyjaciółką Darią z McDonalda. Mieliśmy takiego pecha, ponieważ autobus numer
4 zwiał nam kilka minut temu. Wiec, chcąc nie chcąc, czekała nas 7-mio
kilometrowa droga do domu.
W TESCO wcześniej kupiłyśmy z
naszą przyjaciółką Dagmarą piłkę. Złożyłyśmy się po 2 złote i ochrzciliśmy ją
Eddie Mike Harry Bruce Dickinson. Nasza głupota nie znała granic, ale raz się
żyje.
Kochałyśmy marzyć. W tym brudnym,
szarym świecie zostały tylko marzenia.
- No taak, a jak będę miała 25
lat wyjdę za mąż za Harry’ego Stylesa!
Była Directionerką. Nadal nią
jest, ale… Mniejsza. Troszkę dziwny duet, prawda? Soldier i Directionerka… No
cóż, kochałyśmy się i to było najważniejsze.
- No właśnie, będę do Ciebie
przylatywać samolotem , moim własnym w dodatku! – Krzyknęłam, nikt i tak nas
nie słyszał, szłyśmy bardzo blisko ulicy, harmider przejeżdżających obok
samochodów zagłuszał wszystkie nasze głupstwa.
- Harry będzie mnie kochał, a ja
jego.. Będzie pięknie, zobaczysz! Ślub będzie prześliczny, ahh… Na pewno
będziesz świadkiem – Popatrzyła się na mnie z wielkim uśmiechem na swojej
twarzy. – Jeny, jak ja kocham One Direction… Bez nich to życie byłoby całkiem
szare.
- Tak samo jak dla mnie bez
Linkin Park.
- No, rozumiesz chociaż, co to
znaczy. Będę na ich koncertach, na imprezach, cały czas. Czy to nie jest takie…
ekscytujące?
- Bardzo, zwłaszcza wyobrażam
sobie jak będziesz kaleczyła angielski. – Popatrzyłam na nią wzrokiem, który
mówił „Przepraszam, tylko mnie nie bij” i zaśmiałam się mocno. Ona zrobiła
swoją uśmiechnęto-obrażoną minę i krzyknęła „Spadaj!”.
- No wiem, jestem bardzo straszna
i niedobra. Oj no, nie obrażaj się. – Poszła na przód, dogoniłam ją a ona nadal
robiła swoją uśmiechniętą minę, choć mniej w niej było złości. Dochodziliśmy do
zakrętu, kilometr dalej stał mój dom, ale ona mieszkała jeszcze 3 dalej. No
cóż, weźmiemy rowery, na pewno coś się wymyśli – pomyślałam.
Hałas, który robiły samochody,
pasował do tego otoczenia. Mury, które stały za rzędem wysokich wierzb, całe
były w graffiti. Kiedy byłam mała, zawsze podziwiałam tych „ulicznych malarzy”
za taki specyficzny talent, ale dziś… No cóż, nie odwrócimy tego, co już się
stało.
Trawa, po której szłyśmy, była
troszkę mokra, przez co nasz Eddie był troszkę mokry (nie wspominając, ze raz
wyleciałby nam na ulicę).
Zastała minuta ciszy, a w mojej
głowie myśli płynęły niespokojnie. Każda z nas wiedziała, że te marzenia są
strasznie nierealne, choć o moich nie lubiłam wspominać. Podczas tej rozmowy w
głębi duszy, choćby ile wiary byśmy w to włożyły, pozostaje cień trzeźwości. „Daria,
ty dobrze, wiesz, że to nierealne. Nie potrafisz rozmawiać po angielsku, masz z
niego 3, nie znasz większości wyrazów. Jak ty chcesz być żoną Harry’ego?”.
Myśli walczyły ze sobą. Sama wiedziałam, że jeśli nie wezmę się do pracy, moje
marzenia także ulegną w gruzach… Ale Daria była osobą prostą w swoim
rozumowaniu , zawsze marzyła o swoim własnym księciu z bajki. Nigdy nie
chciałam jej wyganiać z świata fantazji, ale, no ile można…
- Mam nadzieję, że kiedy będziesz
brała ślub z Harrym będziemy się nadal przyjaźnić. – Spojrzałam na nią. Za
żadne skarby nie chciałam jej stracić.
- Nie opowiadaj głupot. –
Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
Nie wiedziałyśmy wtedy jeszcze,
przez co nasza przyjaźń będzie musiała przechodzić.
18
maja 2013
Bardzo ciekawe, wspaniała przyjaźń, czekamy tylko na kolejne rozdziały ;)
OdpowiedzUsuń